
Ten post miał nigdy nie powstać. Ostatecznie go napisałam. Po raz drugi otwieram przed Wami mój bardzo osobisty pokrowiec na snowboard. A może tym razem zamykam..?
UWAGA! Post zawiera wulgaryzmy i jest przesycony słownictwem, które nie przystoi kobiecie. I’m sorry 🙂
Każde podejście do napisania tego posta kończyło się u mnie na stwierdzeniu: „Bez sensu. Nie ma o czym gadać. Nie użalaj się publicznie. Po co ta prywata.” Nie chciałam się tym dzielić.
Ale napisałam. Może ktoś się w tym odnajdzie. Może ktoś przeżył to samo. I należą się Wam wyjaśnienia dlaczego Damska Deska przygasła.
Mimo, że ogromne przedsięwzięcie, jakim było dla mnie zorganizowanie Girls Challenge Damska Deska 2016/2017, zakończyło się mega dobrze, to snowboarding, sama Damska Deska i cała otoczka mojej działalności, zajawki, która kipiała gęsta, gdzieś prysła.
Ale od początku…
Czarny Groń, 7 marca 2017
To miał być MÓJ dzień. Mój pierwszy w sezonie (jeszcze nie wiedziałam, że ostatni) dzień na parku, ze znajomymi, na pełnym chillu.
Kamery i telefony naładowane. Zajawka i mocno bijące serce. W końcu coś dla siebie. Nie na stoku, z uczniami jako instruktor, ale jako właśnie ta Damska Deska, która chce mieć 100% zajawy przelanej na parku, na śniegu, wykorzystanej co do minuty.
Solidna rozgrzewka bez deski. Pierwszy zjazd na stoku dla rozruchu. Mała banda. Małe 18. Podparcie, bo decha trochę wkopała się w śnieg i nagle ból. Nie jestem w stanie Wam go opisać. Ewentualnie samymi wulgaryzmami.
Przez dobre 20 minut leżąc na śniegu wmawiałam sobie i innym, że tylko coś strzyknęło i zaraz wróci na miejsce.
Nie wróciło.
Zapakowana jak niczym burrito żegnałam się z błękitnym niebem zjeżdżając GOPRem w dół. (Dziękuję chłopaki.)
Nie. Wtedy jeszcze niczego się nie bałam. Co prawda łzy leciały mimowolnie – w 10% z bólu, a w 90% z wkurzenia, że to miał być w końcu MÓJ DZIEŃ NA DESCE, a nie zdążyłam zrobić NIC.
…
Każda dziura w asfalcie w drodze karetką do Wadowic porażała mnie bólem od dołu kręgosłupa, aż do stopy. Przemoczona od leżenia na śniegu wpadłam w drgawki, które za cholerę nie ułatwiały mi tej cudownej podróży w nieznane. Lek przeciwbólowy podany dożylnie prawie rozsadził mi dłoń (chyba uczulenie), więc pozostało mi na znieczulicy liczyć oddechy i gapić się w rozmytą szybę prosząc wszystkich świętych, żeby to się już skończyło.
„Myśl pozytywnie Karola!” – myślałam. Cały czas. Przysięgam. Walczyłam ze sobą jak mogłam. Musiałam! Byłam prawie 700 km od domu. W szpitalu wymieniałam uprzejmości z lekarzami i pielęgniarkami. Żarty, żarciki. Uśmiech ciągle był na twarzy.
Oto dowód na to, że to końca wierzyłam, że nic mi nie jest.
3 godziny później …
przy moim łóżku-desce siada ordynator. Ja nadal tylko leżę. Wiem, że na zwykłym RTG nic nie wyjdzie, bo przecież niczego nie złamałam.
Trochę jak w sądzie, zapada lekarski wyrok.
-„Musi pani spróbować się podnieść i przejść się kilka kroków po sali.”
Cisza. Ja milczę. On patrzy niewzruszony.
-„Jeśli nie będzie pani w stanie – kontynuuje – zostanie tu pani na noc i pewnie trzeba będzie operować. Narazie nie zapeszajmy. Dam pani czas. W razie czego proszę wołać.”
I odszedł. Tak po porostu.
Pękło. Szybko i boleśnie. Pękło we mnie wszystko. Dopiero wtedy zrozumiałam co się właściwie dzieje. A dokładniej, doszło do mnie, że nie wiem co się dzieje. Jaka do cholery operacja!?
Ok. Wstanę, pójdę. Pokażę, że nie jestem mięczakiem. Muszę wrócić do domu.
Zawołałam.
Oto ja królowa świata – podnoszę dupę.
Samo siadanie zajęło ok 6-7 minut i jakieś k*rwa pół lita łez.
W końcu postawiłam swoje pierwsze kroki. Przysięgam, że to były najtrudniejsze i najboleśniejsze kroki w moim całym życiu. Stało wokół mnie pięcioro ludzi, zupełnie obcych ludzi. A ja gapiłam się podłogę i czułam się zażenowana. TOTALNIE ZAŻENOWANA. Do dzisiaj nie wiem dlaczego.
Wiedziałam tylko tyle, że muszę iść.
3 najdłuższe, zasrane metry w moim niedługim życiu, ale podołałam.
Usiadłam. Wyczerpana jak po maratonie. Z pomocą dwóch chłopa.
-„Chce pani wrócić na swoją odpowiedzialność na Mazury, do domu?”
Pytasz dzika czy sra w lesie. Jasne, że chcę!
Dwie kroplówki. Znieczulica. Znów wstałam. Moje jedyne i najważniejsze oparcie – Nadka, czekała. Cały ten czas, za drzwiami. Była moimi kulami, balkonikiem i wózkiem inwalidzkim. Dziękuję Ci.
Płakałam dużo. Po kryjomu. Wstydziłam się. Tak cholernie się wstydziłam… Czasem miałam myśli, że wolałabym rozwalić się na parku, robiąc coś, miałabym wytłumaczenie dla siebie i innych.
7 długich godzin pociągiem z Krakowa.
Obstawa, która wyprowadziła mnie z pociągu w Olsztynie.
Powrót autem do Mrągowa w ciszy.
Kilka dni w łóżku, praktycznie bez ruchu. Kilkanaście zastrzyków w dupsko, żebym tylko mogła iść zrobić siusiu.
Neurolog, rezonans, rehabilitant i znów leki i zastrzyki.
Zastanawiacie się. Ok. Dobra. Ale co Ci było?
Kręgosłup złamałaś czy co?
Nie.
Musiałabym się wywalić. I to całkiem porządnie.
A ja się zwyczajnie podparłam na śniegu i podniosłam. I to jest najbardziej żenujące…
Mogłam równie dobrze zamiatać liście na podwórku…
Przepuklina kręgosłupa. Wypadły mi dwa kręgi międzydyskowe – zwane potocznie dyskami. Efektem czego był ucisk na nerw, czego z kolei skutkiem był ból i niedowład nogi. To tak w skrócie. Bla bla bla.
A tak w ogóle to rezonans wykazał mam śmieszną wadę nerki (taka jej uroda, nic złego) – zewnętrza miedniczka nerki lewej 😀 Nie do końca kumam, ale zajebiście fajnie brzmi!
TAKA CIEKAWOSTKA.
Przeszłam ultra bolesne zabiegi, lasery, fale uderzeniowe. Codziennie ćwiczyłam kręgosłup i codziennie mnie bolał. DWA bite, zasrane miesiące.
Myślałam, że miłości do deski nikt i nic nie jest w stanie zmniejszyć, uciszyć, cokolwiek.
Myliłam się, o jasna cholera, jak bardzo.
Czar prysł. Patrzyłam na deski w pokoju i nie czułam nic. Zupełnie nic. Było mi wszystko jedno.
Jak wyrodna matka, która jest w stanie sprzedać swoje dzieci i nawet jej brewka nie pyknie.
To dla tego mnie nie ma tutaj. Dlatego Damska Deska nie kwitnie. Trochę ze mnie uleciało.
Ale odbudowuję się.
Nie obiecuję, że powstanę, nowa, lepsza, silniejsza.
Rehabilituję się na swój sposób. Ukojenie odnalazłam w rowerze szosowym. Mówią, że jazda rowerem z dyskopatią to strzał w kolano, ale ch*ja tam wiedzą 🙂 U mnie zdarzył się cud. Po pierwszej jeździe zaczęłam czuć ulgę od bólu.
No i pierwsze krótkie jazdy na wake’u za mną, również bez bólu. Oczywiście wszytko w ramach zdrowego rozsądku! Nic na hura.
Dobre myśli wracają do mojej głowy.
Wiem, że kontuzje się zdarzają. Inni mają o wiele gorsze urazy i wracają jak gdyby nigdy nic. Jest to ryzyko sportowe i takie tam. Nie pierwszy raz coś mi się dzieje. Ale pierwszy raz złamało mnie coś tak bardzo. Może któraś z Was przeszła to samo? Może też jakieś wydarzenia z Waszego życia zdusiło ten ogień zajawki?
Mój strach, ból i to wszystko co w sobie dusiłam udając twardzielkę zniszczył to co uważałam za najcenniejsze. Pasję do deski. Już nie jest taka sama jak kiedyś. Może to chwilowe?
To przykre i smutne. Wiem…
CODZIENNIE pracuję nad tym.
Wrócę. Chcę na wake’a, na kite, na snowboard.
Chcę.
Nie wiem kiedy.
Po prostu wiem, że chcę.
A jest coraz lepiej.
A Ty, Droga Czytelniczo. Być może, Drogi Czytelniku. Zaciśnij mocno kciuki za mnie i wyślij odrobinę pozytywnych wibracji, a ja już będę wiedziała co z nimi zrobić…
Do zobaczenia niedługo.
Karola.

Cześć. Jeżdżę na desce od ponad 20 lat. Wiem, strasznie to brzmi, jakbym miała 100… Dyskopatię mam od około 12 lat. Uraz zdarzył się na sankach ?. Przeszło po jakimś miesiącu. Dwie przepukliny. Deskę zaliczyłam jeszcze tamtego sezonu. Potem były jeszcze 2 znaczne pogorszenia (ból, problemy z chodzeniem, staniem, leżeniem, wszystkim). Ciąża. Noszenie dziecka. Wtedy też wróciło. Poprawa po bieganiu (ha! O dziwo! Podobno kręgosłup się smaruje podczas zmiany ciśnień). Każdy sezon to deska. MTB pogarsza stan. Zdążyłam jednak nauczyć jeździć córkę. Jest znakomita, ma 10 lat w tym roku 6 sezon na desce. Na razie tylko jazda. Minionej zimy nawet nie wiem co się stało, bo i remont i wywrotka porządna na stoku (mąż chciał mieć na Gopro dobre ujęcie z bliska… za bliska…), od marca do sierpnia przynajmniej była masakra, chociaż na rezonansie wcale nie jakoś gorzej. Żadna pozycja ciała nie dawała ulgi. Rehabilitacja, dobrane ćwiczenia. Wszystko, by tylko na sezon zimowy być gotową. W końcu snowboard to największa sportowa miłość. No i boję się. Nie wiem, co będzie. Ćwiczę codziennie mięśnie głębokie i brzuch przynajmniej 30 minut. I stretching. Wyjazd za miesiąc. Zobaczymy…
20 lat! Wow! Mam wrażenie, że my kobiety jesteśmy niezniszczalne! Od noszenia naszych dzieci dostajemy garba, a i tak nic nas nie pokona! Życzę Ci szybkiej regeneracji <3 Ślę moc :*
Jak Ci tam dzisiaj :)? Czy udały się kolejne sezony? Pozdrawiam ciepło <3
Hej Karola,
ciężko uwierzyć, że taka kontuzja może się przydarzyć przy tak niewinnej czynności i całkowicie rozumiem Twoje rozczarowanie i gniew na całą tą sytuację. Jesteś mega dzielna, że się nie poddajesz i walczysz o swoją pasję. Zuh dziewczyna! 😀 Z mojej strony chciałabym podziękować Ci za prowadzenie strony i organizację Girls Challange. Snowboard w Polsce potrzebuje tak zajawkowej osoby jak Ty! Głowa do góry! Mam nadzieję, że kiedyś spotkam Cię na stoku śmigającą i uśmiechniętą od ucha do ucha i przybiję Ci żółwika! :))) Trzymaj się!
Ej ej ej
Dyskopstia to nic strasznego bardzo dużo osób cierpi na nia, ból okropny gdy dyski wysuną sie ale można żyć w pełnym komforcie i uprawiać sporty wszystkie, trzeba wzmocnić mięśnie” środka ” i ćwiczyć je regularnie najlepiej przez pilates, gdy nie będziesz czuć bólu i trauma tamtych zdarzeń pójdzie w niepamięć a za oknami pojawi się pierwszy śnieg ;)?
Ja skończyłam swój sezon dumna myśląc że kontuzje są dla słabych…
Trzy tygodnie po ostatnim wyjeździe i przed summer campem, oraz odpalajac deskorolke pierwszy raz od 7 lat, złamałam kość śródstopia, idąc płaska droga, lekko zawinąć. Nigdy wcześniej nie miałam żadnych kontuzji i ryczalam jak idiotka budząc się rano przez kilka pierwszych dni.
Dodam że zajmuje się sportem zawodowo a teraz nie mogę nawet prowadzić auta… i nie wiadomo ile to cholerstwo będzie się zrastac.
Jestesmy tylko ludźmi mamy prawo mieć kryzysy, wątpić, buntowac się, mylić, zmieniać a nawet stracić zajawke, na zawsze czy na chwilę.
Zrobiłaś kawał świetnej roboty.
Miej swój czas bez wyrzutów.
Prawdziwa miłość nigdy nie umiera xD i nie jesteś sama
Pozdrawiam Cię
Magda
Dziękuję za te słowa Madziu! Bardzo trafnie to napisałaś – jesteśmy tylko ludźmi i aż ludźmi 🙂 Mamy pokłady siły, o których czasem nawet nie wiemy.
Ściskam Cię!
Trzymaj się Karola ❤️
Trzymam się mocno! Dziękuję!
„Wstawać! Nie spać! Tu się biega ? ? ?!”
Tak jakby Funcik, tak jakby 🙂
Karola, jeszcze swoje dzieci będziesz uczyć jazdy na desce i się wkur*iać, że Cię nie słuchają! Masz to jak w banku! 🙂 cmoki Girl ponad wszystko! Masz MOC! <#
Daj boże 🙂 Zawsze zakładałam, że moje dzieci będą aniołkami, ale lepsze to niż nic 🙂
Heeeej! Ja w tym roku chcialam poprawic swoje umiejętności freestylowe na desce bo w koncu tyle juz jezdze , chce sie rozwojac bla bla bla. Zapisalam sie też do wyzwania u Ciebie. Więc pojechałam w Alpy, na oboz freestylowy. Bylam najlepsza (serio wg instruktora) i nagle w polowie w trakcie noserolla udapdlam, na prawie plaskim terenie. sama widzialam jak moj łokieć przeskoczył jak guma na druga strone ( moja 1. Kontuzja w życiu btw nawet sobie nie wyobrazalam ze to moze spotkac mnie) . nigdy nie czulam takiegi bólu, było tak źle ze polecialam do szpitala helikopterem,bo.nie mogli mnie nawet ruszyć na milimetr bo tak bolalo. Plus to byla szwajcaria wiadomo cywilizowany kraj. W skrócie już może, choć to jedna z ciekawszych moich ostatnich historii.. Xd Pod narkoza nastawili mi rękę, ale bylo przy tym 7 lekarzy wiec troche sie balam, w sumie wgl bylo jak w „Chirurgach” bardzo ciekawe ( po fakcie) przezycie, no ale przez reszte wyjazdu ofc nie jezdzilam. Generalnie całkiem dobrze poszło bo opieka lekarska idealna! Ttlko wyjęlo mnie to troche z życia bo zajmuje sie zawodowo ruchem i aktorstwem a tu nagle taki suprise. 3 tyg w gipsie a potem rehabilitacja( do teraz zreszta ciagne- 4 tydzien, ale jeszcze troche i wyprostuje reke xd) ale juz czekam na nowy sezon i w wolnych chwilach smigam na longu xd ale z Twojego wyzwania zrealizowalam tylko zdjecie z wyciagowym, którego nawet nie wyslalam, no chyba ze przewidujesz specjalne pkt za zdj w helikopterze bo akurat mam 😀 musisz wrocic do jazdy! Bo ja chce za rok poprawic swoj udzial w Twoim wyzwaniu 😀 trzymaj sie! Bedzie super!
Chętnie zobaczę te Twoje popisowe foto z helikoptera 🙂 ! Dzielnie się rehabilituj! Dziękuję za miłe słowa. Nie obiecuję, że GC3 będzie miało miejsce, ale będę ku temu dążyła 🙂
Karola
Od 10 lat mam dyskopatię, nawet nie wiesz jak wielu riderów się z tym boryka
Da się żyć ale niestety, trzeba z wielu zajawek rezygnować i to często.
Rower jest spoko ale pamiętaj o dobrej amortyzacji kręgosłupa
Ja już sobie odpuściłem skrajnie i raile, co nie znaczy ze musiałem rezygnować ogólnie z jazdy bo dalej się nartami jaram w opór 😉
Dasz radę ! 😉 ćwicz i znajdź dobrego fizjo bo da się z tym żyć 😉
Łączę się z Tobą! Dziękuję za te słowa ! 🙂
Kochana Karolo, nic o tym nie wiedziałam. Tak to wszystko obrazowo opisałaś, że odczułam to na własnej skórze. Całe szczęście, że już nad wszystkim ,co złe zapanowałaś. Jesteś bardzo dzielna. Daj sobie jeszcze trochę czasu do powrotu do deski. Życzę Ci spełnienia marzeń, ale jednak w bezpiecznych wymiarach. Przytulam Cię mocno!!!
Dziękuję z te słowa Pani Agatko <3 Wiele to dla mnie znaczy!
Trzymam kciuki! Dasz rade Karola ! <3
Dziękuję Oliwia!
Karola w Tobie miłość do deski nie umarła! Ktoś to z takim rozmachem zarazil mnie miłością do tego kawałka gowna które tak Cię urządziło nie może się poddać! Dziękuję Ci, że nauczyłaś mnie najlepiej jak tylko umiałas opakowac kilka prostych ruchów. Nie ma bata. Czekam na Ciebie w sezonie i masz ze mną dokończyć dzieła tu na Czarnym Groniu!!!!! Trzymam za Ciebie kciuki i życzę dużo siły! Siły walczyć że sobą i z całym tym systemem! Zdrówka Karola ? Dorota ?
Sama do końca nie rozumiałam dlaczego nie czuję NIC. Wszystko było mi obojętne. Trochę się zmieniło, ale nadal to nie to samo. Liczę, że czas naprawi szkody : )
Dzięki!
Kto jak nie Ty !? Dasz radę nie z takich urazów ludziska wychodzą. Trzymam kciuki bo napewno zobaczymy Cię w najbliższym sezonie??ściskam
gosik.m dzięki wielkie!
Dasz Rade ! Wszystko bedzie git !
I taką mam nadzieję! Dzięki!