
Nie pamiętam już co to angina, ukochanego sedana nagle zastąpiło kombi, zapach wosku jest już wpisany klimat garażu, a porysowanych paneli nic nie uratuje. Otwieram przed Wami mój bardzo osobisty pokrowiec…
Zacznę może banalnie, ale nie zniechęcajcie się!
Snowboard zmienił moje życie. Wiem, wiem. Już to gdzieś słyszeliście. Nie ważne jak to brzmi. Ważne, żeby w pełni otworzyć się na te zmiany i czerpać korzyści !bez przerwy!
Snowboard dał mi przestrzeń i zabrał przestrzeń.
Zaczęło się od zmiany auta na większe. Z deską jak z dzieckiem, zawsze ze sobą. A skończyło na stercie sprzętu, która zajęła 1/4 mojego pokoju. Znajomi śmieją się, że mam swój własny ołtarzyk. Owszem, czasem odprawiam przy nim modły. Głównie kiedy nie mogę znaleźć śrubokrętu, a znajomi dzwonią trzeci raz z rzędu, że czekają na dole…
Tata widząc na ten swoisty ołtarz pyta mnie czasem kiedy zdążyłam tyle nakraść. A najbardziej wkurzam się na pytanie, która z moich desek jest najfajniejsza. Serio..?! TO TAK, JAK ZAPYTAĆ MATKĘ, KTÓRE DZIECKO KOCHA NAJBARDZIEJ! TO PYTANIE NIE NA MIEJSCU!

Snowboard mnie uleczył.
Między czternastym, a siedemnastym rokiem życia, anginę ropną przechodziłam standardowo raz na dwa miesiące. Lody szły litrami, w sumie nie tak źle. Właściwie to dziwnie było nie brać żadnej pastylki jednego dnia. W końcu padł mi żołądek (który do dziś opłakuje tamte dni) i wtedy ni stąd ni zowąd pojawił się sznołbord. I tak już został…
Dziś nie pamiętam, żebym w ciągu ostatnich 8 lat chorowała więcej niż 2-3 razy. Któregoś dnia termometr wypikał 38 stopni, a ja wypluwałam płuca jak stary palacz. Kiedy Mama szła do mnie z ulubionym syropkiem z cebuli, mignęłam jej w drzwiach z deską pod pachą. Zbladła, potem zrobiła się czerwona ze wściekłości. Krzyknęła za mną „Skończysz w szpitalu!”. I co? Po kwadransie jazdy zimne powietrze tak dobrze zrobiło mi na płuca, kaszel ustał. Ciało rozgrzało się w ruchu. I wszystko odeszło… Myślę, że to było coś głębszego. Po prostu zapomniałam o chorobie, więc wnerwiła się odeszła tego samego dnia. Może to magia, ale na pewno nie muszę przypominać, że sporty zimowe hartują ciało i duszę.
Snowboard przedstawił mi nowych, fajnych ludków.
I to jest dla mnie najpiękniejsze. Że spotykamy na swojej drodze różnych ludzi. Tak samo kochających ten sport, zarażających zajawką i nim się zorientujemy zostajemy przyjaciółmi na lata.
Snowboard umocnił psychikę.
Czasem pojawiają się ludzie – gnomy, którzy tylko czekają żeby nas zgnębić – czy to w pracy, w szkole, czy bez okazji. Mogą nas obrzucić masą obelg, zabrać nam całą radość czy zniszczyć nasze plany. Ale wiecie czego nam nikt nigdy nie zabierze? Naszej pasji, miłości i szczęścia, kiedy jeździmy.
Nauczyłam się przestrajać myśli, kiedy jakiś gość wnerwi mnie w pracy. Najlepiej działa myśl o tym, jak pięknie rozjeżdżam gnoja na stoku, ryjąc mu twarz świeżo naostrzoną krawędzią… O boże! Naprawdę to napisałam? WCALE NIE JESTEM TAKA BRUTALNA! PRZYSIĘGAM!
Zmienił jeszcze wiele innych rzeczy, ale o tym innego dnia… 🙂
A na koniec powiem Wam w tajemnicy, że nic tak nie poprawia humoru jak stanie przy desce z żelazkiem. A podobno kobiety tego nie lubią (!?). Ja KOCHAM!

Peace!
