
foto: Bartek Modrzejewski
Kiedy Bóg rozdawał powabność, szyk i KOBIECOŚĆ – My stałyśmy w kolejce po deski…
Jak to było ZIMĄ…
Letnia garderoba wylądądowała w ostatniej półce, a na salony wjechały wełniane gacie, ciepłe bambosze i pięciometrowy szalik, który pozostawia jedynie szparkę na oczy. Nogi depilowałaś dopiero w momencie, gdy ulubione rajstopy wydawały się nieco zbyt ciasne. Twoje naelektryzowane włosy przy dobrym połączeniu zapalały żarówkę. O tak, zima kocha kobiety. A kobiety kochają zimę. Zwłaszcza te, które wiedzą jak ją wykorzystać…
Kiedy nadszedł sezon moją perełką stała się jak zawsze kurtka snowboardowa. Chodzi ze mną na spacery, do knajpy, na zakupy i oczywiście na stok. Jest duża, szeroka i „oh oh tak bardzo niekobieca”.
Czapa założona daszkiem do tyłu robi ze mnie 100% chłopczyce. ”A gdzie makijaż? Jak to nie masz czasu, bo stok czeka? Kobita musi mieć podkreślone oko i zalotną rzęsę!”
Hola hola hola! Wystarczy. Witam, żegnam.
Nie raz słyszałam, że my, jeżdżące na deskach zatracamy swoją kobiecość. Chowamy atuty pod stertą ciuchów na rapie. Nie zgadzam się z tym nawet w 1%. Kobiecość jest w głowie. Kobiecość to coś czego nie musimy pokazywać. Nie musimy tego udowadniać na co dzień. Kobiecość ujawniamy wtedy, kiedy mamy na to ochotę. Kobiecość nosimy w sobie. Kobiecość to nasze krągłe biodra, które skrywają spodnie snowboardowe. To zgrabne łydki i mocne uda wypracowane na stoku. Kobiecość to szczery, cudowny uśmiech, kiedy przepełnia nas zajawka, bo robimy to co kochamy.
Kiedy czujemy się dobrze w tym w czym chodzimy, jesteśmy szczęśliwe. Kiedy jesteśmy szczęśliwe przyciągamy szczęście i super ludzi. A super ludzie wiedzą, że kobiecość to nie jest coś czego można wymagać, co trzeba udowadniać.
I nigdy, przenigdy nie mów dziewczynie jeżdżącej na desce, że przez to jest mało kobieca. Wystarczy wyobrazić sobie przylegającą do ciała bieliznę termiczną. To pobudza lepiej niż sexy bielizna w tandetną koronkę 😉

PEACE!
